środa, 30 stycznia 2013

krótko o pierdołach

Basshunter-pamiętacie go jeszcze? Kilka dni temu przypomniało mi się, jak kilka lat temu szalałam za niektórymi jego hitami! Przypomniało mi się również, że kilka teledysków tworzyło historię. We wszystkich grała ta sama dziewczyna...myślałam, że jest ona jakąś partnerką piosenkarza, ale okazała się....gwiazdą porno. No cóż, bywa i tak. Ale piosenki nadal mi się podobają.

Wkleję je Wam w kolejności, abyście mogli sobie przypomnieć, lub obejrzeć po raz pierwszy. Oczywiście nie każdemu się spodoba, niektórzy stwierdzą, że to szajs. Ale jeżeli macie wolną chwilę, lub chcecie wrócić trochę wspomnieniami, to obejrzyjcie :D



                                                                All I Ever Wanted
Now You're Gone

Angel In The Night
I Miss You
Every Morning
I Promised Myself
Why

Niestety nie ma dalszej części, więc nie wiem jak skończy się ta cała historyjka. A szkoda! Mam nadzieję, że kiedyś pojawi się ciąg dalszy. Chętnie zobaczę, co się z nimi stało.


Z niecierpliwością czekam na premierę dwóch wspaniałych filmów! 
*Nieulotne-PL, reż. Jacek Borcuch, w rolach głównych Magdalena Beru (Bejbi Blues) oraz, jak zwykle fantastyczny Jakub Gierszał (Sala Samobójców, Yuma, Wszystko co kocham) Dodam tylko, że uwielbiam Kubę (ale nie jestem psychofanką xd) i uważam, że jest jednym z najlepszych aktorów na świecie, a grą aktorską i talentem dorównuje największym!
*Bezpieczna Przystań-USA, reż. Lasse Hallstrom, wyst.: Julianne Hough, Josh Duhamel. Jest to kolejny na film na podstawie wspaniałej powieści Nicholasa Sparksa (<3). Tak jak reszta filmów, kręconych na podstawie jego książek, będzie hitem! Nie mogę się doczekać, aż sobie popłaczę :)




POSTANOWIŁAM ZAJĄĆ SIĘ REŻYSERIĄ. ODKURZYŁAM KAMERĘ. ZOBACZYMY, CO Z TEGO WYJDZIE.




Buziaki, Invisiblee

niedziela, 27 stycznia 2013

time goes so fast

Trochę mnie tu nie było. Niestety mam skłonność do lenistwa :) Właśnie mija mi pierwszy tydzień ferii, więc trochę się rozleniwiłam, ale nie do końca. Nareszcie miałam trochę czasu, aby wybrać się do uwielbianego przeze mnie kina! Tym razem postawiłam na polską sztukę i udałam się na: Mój Rower, Sęp i Bejbi Blues. Największe wrażenie wywarł na mnie zdecydowanie drugi z nich. Przez całe dwie godziny film trzyma w napięciu. Nie odezwałam się ani słowem! Stwierdzam, że "Sęp" to najlepszy polski film, jaki w życiu oglądałam! Brawa dla aktorów, w szczególności  Michała Żebrowskiego (mój obiekt westchnień z dzieciństwa :D), reżysera-Eugeniusza Korina oraz wszystkich osób, których praca przyczyniła się do powstania tego wspaniałego dzieła.
Następnie "Mój Rower"-absolutnie spełnił moje oczekiwania. Film bardzo ciepły, przyjazny. Idealny dla odprężenia. Opowiada o tym, jak pomimo na pozór bliskich więzi łączących ludzi, często nie potrafimy się porozumieć...chyba jedyny taki film w swoim rodzaju. Gratuluję Piotrowi Trzaskalskiemu, Arturowi Żmijewskiego, Michałowi Urbaniakowi i Krzysztofowi Chodorowskiemu. Perfekcyjnie się spisali.
Na ostatnim filmie zawiodłam się. Lubię filmy o nastolatkach i ich problemach, ale ten..no cóż...żadnej rewelacji. Wręcz przeciwnie, szczerze mówiąc nudziłam się podczas seansu. Patrząc po reszcie widownie, również nie było zachwytu. Z całym szacunkiem dla reżyserki-Katarzyny Rosłaniec...moim skromnym zdaniem ten film to amatorszczyzna. Nie wiem skąd wziął się na niego pomysł, ale chyba ktoś chciał zrobić na siłę hit. Niestety z odwrotnym skutkiem. Nie każdy film o matce-nastolatce, nawet w dzisiejszych czasach, musi stać się przebojem. Nie jestem żadnym krytykiem, ani osobą uprawnioną, do oceniania dzieł innych ludzi. Wiem, że wszyscy włożyli w ten projekt dużo wysiłku, ale nie podobał mi się on. I chociaż nie jestem materialistką, to wolałabym z powrotem moje 15 zł za bilet...
To by było na tyle o filmach...

Został mi jeszcze tydzień wolnego. Muszę sobie poukładać niektóre sprawy wewnętrzne. Zauważyłam, że ostatnio znowu zaczęłam narzekać, że mieszkam w małym mieście, że nie uda mi się nic osiągnąć, że brak mi perspektyw. Ale przecież moje motto życiowe to "DON'T GIVE UP!" Nie poddam się. Mam dopiero 16 lat! Za dwa lata wyjeżdżam na studia i wtedy się zacznie! Myślałam o reżyserii, aktorstwie, dziennikarstwie...wbrew wszystkiemu i wszystkim, którzy mówią "idź na medycynę, zrób ścisły kierunek, aby nie martwić się o pieniądze". Nie zrobię tego. Postąpię zgodnie ze sobą i swoją wolą. Jeżeli będę zdrowa i szczęśliwa, to pieniądze się znajdą. Bo co mi z tego, że będę miała kupę hajsu, jak codziennie będę musiała chodzić do pracy, której nie lubię? Wolę żyć skromnie, ale robić to, co kocham. Przecież dążę do tego, żeby być szczęśliwa i spełniona, a nie bogata...
Potrzebuję chwili wyciszenia, żeby poukładać sobie niektóre rzeczy, bo wewnątrz mnie panuje mały bałagan, którego nie mam czasu ogarnąć. Ale zrobię to jeszcze do końca ferii ( mam nadzieję).

Dziś piosenka jednego z moich ulubionych zespołów: The Script-For The First Time




Polecam gorąco ten zespół! Wsłuchajcie się w ich piosenki, a znajdziecie odpowiedź na wiele pytań.

Buziaki, Invisiblee


piątek, 18 stycznia 2013

my mom as my idol

Witam wszystkich :) Dzisiejszy post trochę nietypowy, ponieważ zrezygnowałam z opowiadania o sobie na rzecz pochwalenia mojej mamy.
Poznałam ją ponad 16 lat temu, w niezłym chaosie i hałasie, ale od razu się polubiłyśmy. E TAM! Pokochałyśmy :D Różnie to bywa. Jednego dnia jesteśmy strasznie pokłócone, a drugiego śmiejemy się w najlepsze. Chyba każdy tak ma. W moim wieku mama jest osobą, której niekoniecznie możesz powiedzieć wszystko, ale powinna być najlepszą przyjaciółką. Myślę, że moja nią jest. Mówię jej o wszystkim (pomijając wnętrze imprez). Oprócz pełnego zaufania mam dla niej ogromny respect. Podziwiam moją mamę w każdym calu. Otóż...po moich urodzinach podjęła pracę w sklepie obuwniczym. Pracowała tam 10 lat z marnymi zarobkami, od poniedziałku do soboty, wracała późno do domu, praktycznie zero szacunku ze strony szefa. Pracowała z dwiema nazwijmy je "koleżankami". Zarówno ona, tata jak i ja z siostrą miałyśmy dość tej ciągłej harówy wykonywanej przez mamę.
Pewnego dnia do sklepu przyszła pani około 50. Była to jakaś "stara znajoma" mamy. Okazało się, że ostatnimi czasy brała udział w naborze do policji i udało jej się dostać. Była to wprawdzie krótka rozmowa, ale od tamtej pory mama coraz częściej poruszała ten temat z tatą. W końcu ogłoszono kolejny nabór. I z wielką motywacją mojego taty, mama zaczęła pilnie się do niego przygotowywać. Dodam, że moja mama nie jest osobą wysportowaną, nie ma zbyt dużej kondycji, ani nie jest fanką sportu. Tak więc nie było łatwo. Mama ćwiczyła codziennie. Jeździła z tatą na stadion sportowy, na którym razem biegali, jeździli rowerami, ćwiczyli przewroty, rzut piłką lekarską i inne potrzebne do naboru zaliczenia. Zaczęła się również uczyć do egzaminów wstępnych. Dużo, duuuuużo nauki, prawo, kodeksy, zasady, przepisy. Masa nieprzespanych nocy i worów pod oczami. Wreszcie nadszedł dzień egzaminu. Cała rodzina i znajomy trzymali kciuki. I...udało się! Nikt by się tego nie spodziewał, a jednak. Moja mama dostała się wstępnie do wymarzonej pracy. Ale to nie koniec. Później przyszedł najgorszy okres w jej i naszym życiu. 10 miesięcy rozłąki. Mama musiała przenieść się nad morze (ok. 200 km od domu), a następnie do jednostki pod Warszawę (ponad 250 km od domu). Było ciężko, naprawdę ciężko. Mama codziennie miała egzaminy, do których uczyła się całe noce. Każdy dzień zaczynała wyczerpującym treningiem o 6 rano. Miała projekty, wyjazdy, prezentacje, sesje...na domiar złego była bardzo daleko od nas, ode mnie, siostry, taty. Nikogo bliskiego w pobliżu. Do domu przyjeżdżała co 3 tygodnie, aby spędzić z nami dosłownie niecałe dwa dni.  To wymagało od niej głębokiej wiary w siebie i samozaparcia. Często rozmawialiśmy z nią na skype. Widziałam jak płakała, jak żaliła się, że nie wytrzyma, że nie ma już siły, że strasznie za nami tęskni i że chce już wrócić do domu. Wtedy do akcji wkraczał tata, mówiąc jej, że zostało tak niewiele, że da radę, bo ją zna i wie, że jest silna. Te słowa dawały jej siłę, aby ukończyć kurs, dostać dyplom i zostać oficjalnie przyjętą do policji. Dała z siebie wszystko, co mogła wtedy i teraz jest Starszym Sierżantem Komendy Głównej w S********, studentką 4. roku na WSPolu oraz...spełnioną kobietą :) Pokonała swoje lęki, tesknotę, pokazała ludziom, którzy w nią nie wierzyli, że potrafi osiagnąć wszystko. A im z wrażenia opadła jadaczka!
Za każdym razem kiedy zaczynam wątpić w swoje możliwości myślę o mamie. Jest ona dla mnie wzorem do naśladowania, bo mimo ciężkiego dzieciństwa i późniejszych przeciwności osiągnęła to, o czym marzyła. Nie patrząc na innych, goniąc za marzeniami. Jestem jej wdzięczna za tak wspaniały przykład. Może powyższa historia pomoże Wam w spełnianiu marzeń, osiąganiu celów, czy dążeniu do lepszego "ja". Mam nadzieję. Dla mnie jest porządnym kopem.

I pamiętaj! Nie ważne co mówią o Tobie i do Ciebie. Jesteś wyjątkowy! Nikt nie ma prawa Tobą pomiatać, ani mówić Ci, co masz robić. Jesteś swoim własnym szefem i ABSOLUTNIE NIC CIĘ NIE POWSTRZYMA! 


                                  The Script ft will.i.am-Hall Of Fame

Buziaki, Invisiblee

piątek, 11 stycznia 2013

get what you want!

Nie chciałabym niczego zapeszać, ale czuję, że małymi kroczkami spełniam postawione sobie wymagania! Przełamuję wstydliwość, coraz mniej przejmuję się innymi, staram się podchodzić do wszystkiego na luzie i co najważniejsze-nabieram wiary w siebie. Wiem, że to dopiero początek, ale właśnie od niego się zaczyna. Wierzę, że pod koniec tego roku będę odważniejszą, pewniejszą siebie, spełnioną i w pełni szczęśliwą dziewczyną. I pozostanę nią!
Ale jest jeszcze jedna sprawa, a konkretnie chodzi o sprawy sercowe....właśnie. Od Sylwestra często myślę o pewnym chłopaku i podejrzewam, że raczej mi się spodobał. Co jest dość zabawne, bo mieszkamy obok siebie przez...całe życie, mamy wspólnych znajomych i nasi rodzice bardzo dobrze się znają. Brzmi jak w filmie, hm? Cóż..może nim być, jeżeli wezmę sprawy w swoje ręce! Zwracałam na niego uwagę już wcześniej, ale nie uważałam tego za nic poważnego, tzn. nie wiązałam z tym żadnych nadziei (tak samo jak z resztą moich obiektów westchnień). Jestem dość kochliwym dzieciakiem. Co chwila podoba mi się jakiś chłopak. Ale nawet jeżeli mijam go codziennie w szkole i mam go w znajomych na facebook'u, to trudno mi jest zrobić cokolwiek typu napisać lub zagadać. Jestem za bardzo wstydliwa. Ale powiedziałam sobie DOŚĆ! Od teraz wszystko będzie wyglądało inaczej. Nie boję się, biorę sprawy w swoje ręce! Zainspirowała mnie do tego koleżanka z klasy. Bardzo fajna dziewczyna. Odważna, pewna siebie, wierzy w to, co robi i nie przejmuje się opinią innych. Robi i mówi to, co chce, ale nie jest ordynarna. Otóż..podoba jej się pewien chłopak z naszej klasy. Ale nie siedzi z założonymi rękoma (jak ja to zwykłam robić), tylko działa. Z pomocą mojej przyjaciółki i moją usiadła z nim na woku, a później jeszcze na polskim i tak się stało, że...zaprosił ją do siebie w weekend! Umówili się na randkę, gdyż okazało się, że ona też mu się podoba :) To pokazało mi, że trzeba walczyć o swoje szczęście. To nic, że nie spotykam się z TYM chłopakiem za często. Czuję, że mogłam mu wpaść w oko. Uwierzcie, było kilka dłuższych spojrzeń :). Poza tym moja przyjaciółka jest jego dobrą koleżanką (znają się od przedszkola), co znakomicie się składa, bo właśnie idę jej powiedzieć o moim zauroczeniu i mam nadzieję, że pomoże mi zrealizować to, co aktualnie dzieje się w mojej głowie. Wierzę w to. Może się to wydawać niedorzeczne i żałosne, ale ja właśnie taka jestem...inna, nieprzewidywalna, lekko zwariowana i szurnięta, często robię coś, o co nigdy bym siebie nie podejrzewała (ale w tą dobrą stronę). I lubię siebie taką. Co więcej, wytrzymuję ze sobą już ponad 16 lat :D 

Nie wiem czy to przejściowe zauroczenie, czy może coś więcej. Nie wiem co ON czuje. Wiem tylko, że nie będę siedzieć z założonymi rękoma jak do tej pory. Nie będę się niczego bać i zaryzykuję! Bo tylko ten, kto nie ryzykuje nic nie zyskuje. Nic nie stracę, to pewne, a mogę zyskać więcej, niż się spodziewam.


                               WALCZCIE O SWOJE!



Buziaki, Inivisblee

piątek, 4 stycznia 2013

nowy rok-nowe nadzieje

Witam Was wszystkich w tym nowym, pełnym nadziei i nowych wyzwań 2013 roku. Jak co roku zapewne część z Was postawiła sobie za cel nowe-noworoczne postanowienia, które macie zamiar spełnić, a część ich nie zrobiła, gdyż wychodzą z założenia, że tak samo, jak w latach poprzednich, zostaną one niewykonane. Dla obu grup mam bojowe zadanie: zróbcie listę celów, które chcecie osiągnąć przez ten rok i już dziś zacznijcie je realizować. I nie mówcie, że jest mi łatwo to powiedzieć/napisać, bo wcale tak nie jest. Wiem, ile wysiłku trzeba włożyć, ile się poświecić, aby coś się udało. Ale...żaden wysiłek, nerwy, łzy, nieprzespane noce nie mogą równać się z satysfakcją, jaką jesteśmy przepełnieni w chwili, gdy wreszcie osiągamy swój cel! Życie jest, jakie jest. Nic nie spada nam z nieba, nic nie dostajemy za darmo. Ale nie można bezczynnie siedzieć i narzekać. Trzeba ruszyć tyłek i zrobić ten pierwszy krok w stronę naszej wymarzonej mety. I pokonać myśli, że to niemożliwe. Wszystko jest możliwe! Trzeba tylko mocno tego chcieć, nie poddawać się i co najważniejsze-wierzyć w siebie! Ja wierzę. I choć miewam momenty, kiedy mam ochotę zasnąć i już więcej się nie obudzić, nie mogę tego zrobić! Muszę wstać z łóżka, ogarnąć się i zacząć spełniać marzenia.

Spójrzcie na wszystkie osoby, które są Waszym wzorem do naśladowania-są one pewne siebie, odważne, nie boją się klęski i starają się wykorzystać każdą chwilę najlepiej jak można. Naśladujcie je, ale róbcie to z własnymi marzeniami, własnymi celami, własnymi wartościami. Ustalcie priorytety, czym kierujecie się w życiu, co jest dla Was najważniejsze, a co powinno być. To nie takie trudne, wystarczy tylko usiąść i pomyśleć, zajrzeć w głąb siebie.

Zamiast siedzieć w domu i bezcelowo wpatrywać się w monitor komputera, czy telewizora, wyjdź z domu, spotkaj się ze znajomymi, przespaceruj się, tańcz, śpiewaj, biegaj-rób to, na co masz ochotę, to Twoje życie! Boisz się i wstydzisz, bo co ludzie powiedzą? Miej ich gdzieś! Życie jest za krótkie, żeby przejmować się takimi bzdurami. Na świecie jest za dużo fałszywych, bezwartościowych istot, aby się martwić ich zdaniem i krzywymi spojrzeniami. Masz jedno życie i nikt go za Ciebie nie przeżyje. Więc postaraj się, aby mając 110 lat, zasnąć ostatecznie z uśmiechem na ustach i myślą "wow, to było życie!"

Mam nadzieję, że posłuchacie moich rad, sama też postaram się nimi kierować. Nic nie będzie łatwe i nie przyjdzie od razu. Ale bądźcie wytrwali i silni! Wierzcie, że się uda! Małymi kroczkami możecie dokonać wszystkiego!                      
                                       NOTHING IS IMPOSSIBLE!

Na dobry początek posłuchajcie poniższej piosenki i uwierzcie, że jesteście w stanie dokonać wszystkiego. Żadne granice nie są przeszkodą, bo ich nie ma! Jedyną granicą jest strach, który pokonacie bez mrugnięcia okiem. Tylko proszę Was, UWIERZCIE! Niech ten "pechowy" rok okaże się najszczęśliwszym w Waszym życiu!

Labrinth ft Emeli Sande-Beneath You Beautiful

 Buziaki, Invisiblee :*!