Ale jest jeszcze jedna sprawa, a konkretnie chodzi o sprawy sercowe....właśnie. Od Sylwestra często myślę o pewnym chłopaku i podejrzewam, że raczej mi się spodobał. Co jest dość zabawne, bo mieszkamy obok siebie przez...całe życie, mamy wspólnych znajomych i nasi rodzice bardzo dobrze się znają. Brzmi jak w filmie, hm? Cóż..może nim być, jeżeli wezmę sprawy w swoje ręce! Zwracałam na niego uwagę już wcześniej, ale nie uważałam tego za nic poważnego, tzn. nie wiązałam z tym żadnych nadziei (tak samo jak z resztą moich obiektów westchnień). Jestem dość kochliwym dzieciakiem. Co chwila podoba mi się jakiś chłopak. Ale nawet jeżeli mijam go codziennie w szkole i mam go w znajomych na facebook'u, to trudno mi jest zrobić cokolwiek typu napisać lub zagadać. Jestem za bardzo wstydliwa. Ale powiedziałam sobie DOŚĆ! Od teraz wszystko będzie wyglądało inaczej. Nie boję się, biorę sprawy w swoje ręce! Zainspirowała mnie do tego koleżanka z klasy. Bardzo fajna dziewczyna. Odważna, pewna siebie, wierzy w to, co robi i nie przejmuje się opinią innych. Robi i mówi to, co chce, ale nie jest ordynarna. Otóż..podoba jej się pewien chłopak z naszej klasy. Ale nie siedzi z założonymi rękoma (jak ja to zwykłam robić), tylko działa. Z pomocą mojej przyjaciółki i moją usiadła z nim na woku, a później jeszcze na polskim i tak się stało, że...zaprosił ją do siebie w weekend! Umówili się na randkę, gdyż okazało się, że ona też mu się podoba :) To pokazało mi, że trzeba walczyć o swoje szczęście. To nic, że nie spotykam się z TYM chłopakiem za często. Czuję, że mogłam mu wpaść w oko. Uwierzcie, było kilka dłuższych spojrzeń :). Poza tym moja przyjaciółka jest jego dobrą koleżanką (znają się od przedszkola), co znakomicie się składa, bo właśnie idę jej powiedzieć o moim zauroczeniu i mam nadzieję, że pomoże mi zrealizować to, co aktualnie dzieje się w mojej głowie. Wierzę w to. Może się to wydawać niedorzeczne i żałosne, ale ja właśnie taka jestem...inna, nieprzewidywalna, lekko zwariowana i szurnięta, często robię coś, o co nigdy bym siebie nie podejrzewała (ale w tą dobrą stronę). I lubię siebie taką. Co więcej, wytrzymuję ze sobą już ponad 16 lat :D
Nie wiem czy to przejściowe zauroczenie, czy może coś więcej. Nie wiem co ON czuje. Wiem tylko, że nie będę siedzieć z założonymi rękoma jak do tej pory. Nie będę się niczego bać i zaryzykuję! Bo tylko ten, kto nie ryzykuje nic nie zyskuje. Nic nie stracę, to pewne, a mogę zyskać więcej, niż się spodziewam.
WALCZCIE O SWOJE!
Buziaki, Inivisblee
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz